wtorek, 1 października 2013

De profundis...

Czterdzieści jeden
Minął już prawie miesiąc od poprzedniego wpisu, czas więc przerwać milczenie. Wydarzyło się wiele, ale czasu brak, by ogarnąć wszystko i pozbierać się co nieco. Jeszcze miesiąc temu pyszniłbym się pewnie tym co wypisano o mnie na czeskiej ziemi, albo chwalił wywiadami, jakie udało się przeprowadzić. Tymczasem ostatnio zebrało się tyle czarnych chmur i tak się pokomplikowało wiele spraw, że jak dorzucimy do tego jeszcze nadchodzące w przyszłym tygodniu rozmaite egzaminy i klasyczną biurokrację w pracy zawodowej, jasnym się stanie, że w zasadzie nie mam na nic siły i czasu. Do „Gorefikacji II” wciąż mam tekst rozgrzebany, choć tu akurat do finiszu brakuje niewiele. Zobaczymy co będzie dalej. Bardzo poważnie rozważam nad swoją dalszą non profitową działalność redakcyjną. Patrzę w niebo i nie widzę słońca. O mym stanie niech świadczy fakt, że nowo zakupione filmy to „Auta 2” i „Shrek 4”. Nastrój więc oczywisty.
Przez ostatni miesiąc nie miałem niemal w ogóle czasu/ochoty/siły na książki i filmy, stąd lista niewielka.



Podbój planety małp” Lee J. Thompsona. Czwarta część jest już tak odległa od pierwowzoru, że aż nie sposób uwierzyć, że jeszcze trzyma się kupy. Zasadniczo rozwija wątki poprzednika, a więc prezentuje losy dziecka dwóch inteligentnych małp, które przybyły z przeszłości. Cezar, bo o nim mowa, staje na czele buntu człekokształtnych, którzy stali się w międzyczasie niewolnikami ludzi. Intrygująca wizja przyszłości i ponury klimat post apokalipsy nijak się jednak mają do oryginalności i niezwykłości części pierwszej. Da się to obejrzeć, tylko zasadniczo po co? Wypacza to wizję całości, jest kompletnie na bakier z logiką, bo (i tu uwaga spoiler) jasno pokazuje, że małpy stanęły do walki z człowiekiem, nie zaś jak pokazywał oryginał, przejęły władzę po tym jak ludzie sami się wytępili (koniec spoilera). Ponury klimat science fiction jest całkiem niezły, ale końcowe walki całkowicie nierealne, a złagodzony i na nowo (źle) zmontowany finał psuje ogólną wymowę. 


Bitwa o planetę małp” Lee J. Thompsona. Tutaj już ciężko powiedzieć cokolwiek dobrego. Akcja rozgrywa się kilkaset lat po wydarzeniach z „Podboju...”, małpy są więc władcami świata, ludzie ich niewolnikami (niby jak w oryginale, z tą różnicą, że tutaj ludzie są inteligentni i pomocni szczególnie szympansom). Bzdur i logicznych dziur nie sposób zliczyć. Okazuje się, że nie tylko Cezar dalej rządzi człekokształtnymi (a więc wiek osiągnął imponujący), ale wspiera go również czarnoskóry McDonald znany z „Podboju...”. Skąd się wzięły inne, starsze inteligentne małpy, skoro Cezar był pierwszy? Jak ludzie przeżyli w podziemiach kilkaset lat (też ci sami z „Podboju...”) i dlaczego akurat teraz wyruszają na wojnę? No właśnie. W całości chodzi o bitwę między niedobitkami napromieniowanych ludzi, a szympansami i orangutanami, a w to wszystko jeszcze należy wliczyć wrogość i agresję goryli względem niewolników. Z całości zaś bije taniocha, brak pomysłów i logiki. Miło znów popatrzeć na małpki w oryginalnych strojach, ale nic poza tym. Naprawdę, szkoda czasu.


Terminator: Ocalenie” Josepha McGinty Nichola. Wzbraniałem się przed tym filmem bardzo długo. Już „trójkę” uważałem za film niepotrzebny i idiotyczny skok na kasę. Przeniesienie akcji do czasów post apokaliptycznych, ukazanie całego buntu maszyn i zrobienie z Christiana Bale'a Johna Connora wydawało mi się zamachem na forsę już tak haniebnym, że niemal karkołomnym. Skusiłem się jednak, kupiłem okazyjnie i... wsiąkłem. Nie dość, że fenomenalnie przedstawiony świat post apo, genialny Bale idealny do tej roli, to jeszcze rewelacyjny (w swej klasie) scenariusz co rusz oddający hołd pierwszym dwóm częściom za pomocą mniej lub bardziej subtelnych aluzji. Świetne kino science fiction w wydaniu rozrywkowym i bardzo zgrabne zawiązanie i zazębienie wątków całej serii.


Szklana pułapka” Johna Mc Tierena. Klasyk kina akcji. Co tu dużo pisać. Legendarny John McClane rozbijający na bosaka gang terrorystów w wieżowcu Nakatomi. Lata mijają, a yupi-kay ey motherfucker wciąż bawi i spełnia się znakomicie jako wieczorny odmóżdżacz. 


Szklana pułapka 2” Renny'ego Harlina. Kontynuacja nad wyraz udana, idealnie wpasowująca się w konwencję. Tym razem McClane walczy z terrorystami na lotnisku. Nietrafiony polski tytuł ma jeszcze jakieś uzasadnienie, a Bruce Willis zabija równie brutalnie jak mordercy we włoskim giallo. Twisty stosowne są, klasyczne nawiązania do poprzednika też, czyli bawimy się świetnie.


Szklana pułapka 3”Johna Mc Tierena. Pierwszy film z serii jaki widziałem, bo polazłem na niego do kina. Bawiłem się świetnie, głównie za sprawą znakomitego Samuela L. Jacksona. Tym razem tytuł polski się rozjechał z fabułą dokumentnie, ale akcja ogarniająca tym razem cały Nowy Jork trzyma w napięciu jak pojedynek Rambo z ruskim helikopterem. Zaskoczeń nie ma żadnych, ale to rzadki przypadek w kinematografii, kiedy „trójka” nie dość, że nie przynosi wstydu, to godnie kontynuuje tradycje. Yupi-kay ey działa.


Szklana pułapka 4.0” Lena Wisemana. To nie jest zły film. Scena z samolotem, czy karambol w tunelu są naprawdę widowiskowe, ale ja czułem się równie staro jak McLane, który zagubiony w świecie technologii był już w 1990 w „dwójce”. Te całe komputery, internety, sieci, to wszystko jakieś takie science-fiction dla mnie. Ja wiem, że to jest prawda, ale wolę jednak mniej skomplikowany świat. I trochę bardziej skomplikowane filmy. I nie lubię Justina Longa. Plus za epizod z Kevinem Smithem. I tyle. Obejrzeć można, choć niekoniecznie trzeba. Jakoś mnie się nie chce oglądać piątki. Obejrzę jeszcze dodatki i zakopię na półce.


Panika” Grahama Mastertona. Oj, zaskoczyłem się. Bardzo żałuję, że przeczytałem tę książkę dopiero teraz, bo moja rozmowa z autorem, którą odbyłem w lipcu przebiegła by trochę inaczej. Akcja rozgrywa się w środowisku polskich emigrantów w Chicago, sięga II wojny światowej i Puszczy Kampinoskiej, a w Polsce śledztwo prowadzi obleśny komisarz Piotr Pocztarek. No coś wspaniałego po prostu. Sama książka, to klasyczny, wyższych lotów Masterton – intrygujące, brutalne morderstwa, świetne zawiązanie akcji, zaplątanie całości w bardzo chaotyczne i zaskakujące rozwiązania i wyprowadzenie tego w zgrabny i ponury finał. Polecam miłośnikom autora. Muszę gdzieś skrobnąć dłuższą recenzję.

Tyle na dziś.
Bez odbioru.

1 komentarz:

  1. Ufff, a już myślałam, że zszedłeś...

    OdpowiedzUsuń